eGospodarka.pl

eGospodarka.plWiadomościGospodarkaŚwiat › Świat: wydarzenia tygodnia 30/2019

Świat: wydarzenia tygodnia 30/2019

2019-07-27 22:20

  • Chińska gospodarka spowalnia, ale co jest tego przyczyną i dla kogo jest to niebezpieczne? Utrzymanie wysokiego tempa wzrostu PKB jest ważne nie tylko dla dalszych możliwości rozwojowych chińskiej gospodarki, ale też dla perspektyw gospodarki światowej. W swoich ocenach jestem jednak daleki od opinii tych, którzy chwalą się teraz, że od dawna przepowiadali nadejście takiego etapu. Podzielam pogląd ekspertów, którzy komentując ostatnie wskaźniki chińskiej gospodarki oraz zachodzące w niej procesy stawiają tezę, że było to do przewidzenia, a nawet że pekiński rząd przewidział to w swoich kalkulacjach. Uważają oni, że nie jest też niebezpieczne tak dla Chin, jak i dla światowej gospodarki. Ich zdaniem co prawda wzrost gospodarczy w Chinach zwolnił do najniższego poziomu od trzech dekad (w II kw. 2019 r. wzrósł o 6,2 proc.) to jednak nie powinno to być dla nas zaskoczeniem, gdyż ten wynik mieści się w granicach celu, jaki wyznaczony został przez władze w Pekinie dla całego roku 2019 (6,0-6,5 proc.). Ich zdaniem obecna sytuacja jest konsekwencją: spadku tempa wzrostu światowej gospodarki oraz wzrastającego napięcia w relacjach handlowych i inwestycyjnych w wyniku wojny handlowej amerykańsko-chińskiej, a także braku realnych podstaw do optymizmu dotyczącego pobudzenia gospodarki w perspektywie najbliższych dwóch lat. Eksperci – obserwatorzy światowej gospodarki mają świadomość, że obecna sytuacja w chińskiej gospodarce jest też konsekwencją przyjętego przez władze w Pekinie programu przemian. Zakłada on przekształcenie gospodarki Chin z globalnego dostawcy tanich produktów bazującego na taniej sile roboczej, w lidera produkcji bazującej na wysokiej technologii i know-how. Nie mam wątpliwości, że przyjmując taki cel władze chińskie miały świadomość, że jest to proces długotrwały i kosztowny, a konsekwencją może być okresowy spadek tempa wzrostu PKB. Eksperci zwracają też uwagę na to, że przez wiele dekad główną siłą napędową chińskiej gospodarki był eksport. Od pewnego czasu tworzony jest nowy model gospodarczy Chin, który przewiduje uczynienie z rynku wewnętrznego i konsumpcji krajowej drugiego (obok eksportu) czynnika napędzającego gospodarkę. Oczywiście Pekin miał też świadomość, że realizacja tych zamierzeń zagraża utrzymaniu dotychczasowej pozycji przez dotychczasowych liderów technologicznych jakimi są USA i państwa Europy Zachodniej. Zatem oczywistym jest to, że jedną z reakcji na ambitny plan chiński może być handlowa wojna amerykańsko-chińska wywołana przez D. Trumpa...
  • Rywalizacja amerykańsko-chińska praktycznie na każdym polu. Wygląda na to, że Chińczycy pozazdrościli Amerykanom i uruchomili własny tech-indeks o nazwie Star Market, konkurencyjny wobec Nasdaq. Po pierwszym dniu notowania indeksu wzrastały średnio nawet o 160 proc. To kolejny etap wojny handlowej pomiędzy tymi dwoma gigantami. Już teraz w mediach zyskał on nazwę "Zimna Wojna Technologiczna". Warto dodać, że sygnalizowany wzrost notowań zwielokrotnił wartość firm. Łącznie przedsiębiorstwa pozyskały ok. 37 mld juanów, czyli 20,35 mld zł.
  • Zaczyna się trudny czas dla bogaczy, szczególnie dla spółek technologicznych. Amerykański Departament Sprawiedliwości uruchomił badanie największych "platform internetowych" pod kątem praktyk monopolistycznych. Zamierza ustalić, czy hamują one konkurencję i innowacje. Wszystko wskazuje na to, że badana będzie działalność takich gigantów jak Alphabet, Facebook, Amazon czy Apple. Eksperci sugerują, że badaniom będą podlegały sposoby w jaki te platformy internetowe osiągnęły swoją dzisiejszą pozycję rynkową i potencjał finansowy, oraz w jaki sposób oddziałują na rynek hamując konkurencję. Warto jednak zaznaczyć, że nie ma to nic wspólnego z innymi dochodzeniami, które były dotąd prowadzone przez administrację rządową, przez Departament Sprawiedliwości czy Federalną Komisję Handlu. Największe firmy technologiczne od dawna traktowane są jako chluba Stanów Zjednoczonych. Teraz nagle znalazły się jednak pod ostrzałem z obu stron sceny politycznej. Według analityków sygnalizowane decyzje Departamentu Sprawiedliwości są traktowane jako ostrzeżenie dla największych firm technologicznych, jednak nie spodziewają się oni , by doprowadziło to do zaskakujących, poważnych zmian strukturalnych w tym sektorze. Są głosy, że w najgorszym wypadku, te działania doprowadzą do stosunkowo drobnych zmian w modelach biznesowych.
  • Federalna Komisja Handlu (ang. Federal Trade Commission, FTC) ogłosiła oficjalnie, że nałożyła na Facebooka karę w wysokości 5 mld USD. Jest to największa kara w historii za naruszenie prywatności. Uzasadnieniem jest nieodpowiedni sposób obsługi danych użytkownika, czego konsekwencją był skandal związany z firmą Cambridge Analytica. Przyznaję, że kara jest wysoka, ale z opublikowanej informacji wynika, że została ona ustalona w ramach ugody między FTC a Facebookiem. W komunikacie przyznaje się, że Facebook naruszył porozumienie z FTC z 2012 r. w którym zobowiązał się, że nie przekaże danych użytkowników podmiotom zewnętrznym bez ich zgody. Oprócz kary finansowej w zawartej ugodzie zobowiązani Facebooka do wprowadzenia pakietu zmian w praktykach ochrony prywatności i poddania się większej kontroli. Zmiany będą dotyczyły zrestrukturyzowania rady dyrektorów i powołania niezależnego komitetu ds. ochrony prywatności. Są opinię, że będzie to oznaczało "zasadniczą zmianę" w sposobie pracy Facebooka.
  • Niefortunnego okresu w działalności Boeinga ciąg dalszy. Obserwujemy, jak Boeing-czołowy koncern lotniczy świata zmaga się z największym kryzysem wizerunkowym w swojej historii. Ten kryzys jest zdecydowanie większy niż w przypadku znanych problemów z Dreamlinerami, które zostały uziemione krótko po wprowadzeniu ich do eksploatacji. Jak wiadomo 737 MAX zostały uziemione po dwóch katastrofach, w których zginęło łącznie 346 osób. Są one uziemione od połowy marca, a dziś jeszcze nie wiadomo, jaki jest termin przywrócenia B737 MAX do lotów. Jeszcze niedawno Boeing zapowiadał, że B737 MAX otworzy nowy okres w rynkowej ofercie koncernu, "będzie on kołem zamachowym sprzedaży Boeinga w kolejnych latach na rynku samolotów wąskokadłubowych". Teraz jednak pasażerowie, którzy poznali tę markę z innej, gorszej strony, mogą mieć z nią negatywne skojarzenia. Problemem jest teraz i będzie w najbliższej przyszłości, odbudowanie zaufania pasażerów do producenta i linii lotniczych, które eksploatują te samoloty. Skutki są już teraz widoczne. W pierwszym półroczu 2019 r. Boeing odnotował 37-proc. spadek liczby dostaw samolotów. Jego fabryki opuściło w tym czasie 239 samolotów. Natomiast w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2019 roku jego główny konkurent - Airbus zanotował 28-proc. wzrost liczby dostaw nowych samolotów (wzrost z 303 do 389) w stosunku do analogicznego okresu 2018 r.

Komentarz do wydarzeń gospodarczych

POLSKA DOŁĄCZYŁA DO KOSMICZNEGO WYŚCIGU. NASZE TELESKOPY NALEŻĄ DO NAJDOKŁADNIEJSZYCH W EUROPIE

Już niedługo może powstać największy teleskop kosmiczny w historii. NASA wybiera właśnie ten, który przez najbliższe lata będzie nadawał ton w eksploracji kosmosu. W lipcu tego roku naukowcy opracowali "Deep-CEE", nową technikę głębokiego uczenia maszynowego, aby przyspieszyć proces odnajdywania nowych galaktyk. Polska, już kilka lat po dołączeniu do Europejskiej Agencji Kosmicznej, może zaś pochwalić się jednym z najdokładniejszych teleskopów w środkowej Europie. SkyLab w Poznaniu może zaobserwować trzymilimetrowy obiekt z odległości kilometra.

– Polska pod względem pomiaru teleskopów jest absolutnie w czołówce europejskiej. Trudno się nam porównywać z takimi potentatami w dziedzinie badań kosmicznych jak Stany Zjednoczone, które dysponują olbrzymimi środkami finansowymi. Jesteśmy jednak w stanie zaproponować konkurencyjną cenę do urządzeń z USA, które są jednym z potentatów na rynku teleskopów astronomicznych – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje prof. dr hab. inż. Krzysztof Kozłowski z Instytutu Automatyki i Robotyki Politechniki Poznańskiej.

Teleskopy kosmiczne są coraz nowocześniejsze i dokładniejsze. Powstają też nowe technologie, bazujące na sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowym, które pozwalają na szybsze odnalezienie ciał niebieskich. W tym kosmicznym wyścigu Polska nie ma się czego wstydzić. W naszej części Europy jesteśmy jednym z potentatów. SkyLab w Poznaniu to jedyne takie laboratorium i obserwatorium na uczelni technicznej w kraju. Służy do obserwacji satelitów i kosmicznych śmieci. Jest przy tym bardzo czuły – z odległości kilometra pozwala śledzić główkę od szpilki przemieszczającą się z prędkością 100 km na godzinę.

To tylko jeden z przykładów, który najlepiej pokazuje, że Polska, która do kosmicznego wyścigu dołączyła stosunkowo niedawno, już liczy się wśród największych. Choć pod pewnymi względami nie możemy rywalizować z potentatami na rynku, którzy na eksplorację kosmosu przeznaczają miliardy dolarów, to w produkcji podzespołów czy części satelitów już zaliczamy się do czołówki. To właśnie u nas są teleskopy, które włączone do międzynarodowej sieci teleskopów SST (Space Surveillance and Tracking), tworzą okno na świat.

– Jest bardzo dużo w Polsce ambitnych firm różnej wielkości, które produkują różne podzespoły do Europejskiej Agencji Kosmicznej. Polska zaczyna się liczyć w tym zakresie, ponieważ ma bardzo zdolnych inżynierów, technologia jest dostępna, z wyjątkiem technologii wojskowej. To wydawało się na początku takie humorystyczne, że Polska przystąpi do ESA, ale po kilku latach, po bardzo krótkiej zresztą historii, okazuje się, że zaczynamy stawiać coraz śmielsze kroki w tym zakresie – mówi prof. Krzysztof Kozłowski.

Polska przystąpiła do Europejskiej Agencji Kosmicznej w 2012 roku. Wcześniej rodzimy przemysł kosmiczny praktycznie nie istniał. Obecnie istnieje już ponad 300 firm działających w przemyśle kosmicznym, przy czym część specjalizuje się w produkcji części do teleskopów i pod tym względem plasujemy się w światowej czołówce.

– Amerykanie, Japończycy i Chińczycy próbują wejść na rynek teleskopów, w Europie jest kilka firm, które działają w zakresie budowy urządzeń teleskopowych. Polska wspina się coraz wyżej, mamy dobrą prognozę tego rozwoju na najbliższe lata – ocenia ekspert.

O tym, że Polska ma już określoną pozycję w Europie i na świecie może świadczyć fakt, że to właśnie w naszym kraju będzie rozwijana istotna część teleskopu orbitalnego ARIEL. Misja kosmiczna ARIEL (Atmospheric Remote-sensing Infrared Exoplanet Large-survey) znalazła się na liście zaakceptowanych wypraw badawczych ESA. Obserwatorium egzoplanet (jedno z czterech obserwatoriów) ma ruszyć w 2028 roku, w ciągu minimum 4 lat będzie miało do zbadania ok. tysiąca wytypowanych planet.

Polscy naukowcy mają tu kluczową rolę: opracowanie i skonstruowanie elementów układu precyzyjnego nakierowania, wykonanie części optomechanicznej i elektroniki sterującej, Polacy mają też nadzorować prace instytucji współtworzących teleskop. To zaś jest możliwe dzięki wykwalifikowanej kadrze.

– To kadra inżynierów automatyków, elektroników i informatyków, którzy tu się tym zajmują i Polska w tym zakresie kształci. Nasze uczelnie techniczne kształcą inżynierów, którzy będą tego typu zadania wykonywać. Zrobimy badania rynkowe i spróbujemy oszacować, jakie byłoby zapotrzebowanie i w jakim zakresie moglibyśmy to zrobić – zapowiada prof. Krzysztof Kozłowski.

Oceń

0 0

Podziel się

Poleć na Wykopie Poleć w Google+

Poleć artykuł znajomemu Wydrukuj

Skomentuj artykuł Opcja dostępna dla zalogowanych użytkowników - ZALOGUJ SIĘ / ZAREJESTRUJ SIĘ

Komentarze (0)

DODAJ SWÓJ KOMENTARZ

Eksperci egospodarka.pl

1 1 1

Wpisz nazwę miasta, dla którego chcesz znaleźć jednostkę ZUS.

Wzory dokumentów

Bezpłatne wzory dokumentów i formularzy.
Wyszukaj i pobierz za darmo: