Wyciek danych Revolut. Firma potwierdza incydent z danymi klientów
2026-09-15 00:20
Wyciek danych Revolut. Firma potwierdza incydent z danymi klientów © appshunter.io on Unsplash
Przeczytaj także: Dane osobowe krążą między systemami. Eksperci ostrzegają: uważaj, co wysyłasz do AI
Z tego tekstu dowiesz się m.in.:
- Jak doszło do wycieku danych klientów Revoluta?
- Jakie dane klientów Revolut przekazał nieuprawnionej osobie?
- Dlaczego wiadomość z prawdziwej domeny może być próbą oszustwa?
- Jak firmy i użytkownicy mogą chronić się przed tego rodzaju cyberatakami?
Brytyjski fintech Revolut potwierdził, że ujawnił wrażliwe dane klientów nieuprawnionej osobie trzeciej po otrzymaniu fałszywych żądań wysłanych z legalnej domeny e-mail należącej do instytucji rządowej. Ujawnione dane obejmowały informacje identyfikacyjne i kontaktowe klientów, w tym datę urodzenia, adres zamieszkania, adres e-mail oraz numer telefonu, a także kopie dokumentów tożsamości, m.in. paszportów i praw jazdy.
fot. appshunter.io on Unsplash
Wyciek danych Revolut. Firma potwierdza incydent z danymi klientów
Oszuści wykorzystali fałszywe żądania wysyłane z legalnej domeny e-mail należącej do instytucji rządowej
Rzecznik Revoluta potwierdził, że incydent dotyczył „ograniczonej” liczby klientów i że firma skontaktowała się z nimi bezpośrednio. Revolut nie podał jednak dokładnej liczby poszkodowanych osób. Nie odpowiedział również na pytanie, czy incydent ograniczał się do konkretnego rynku, i odmówił ujawnienia, o jaką instytucję rządową chodziło.
Revolut działa w 30 krajach, w tym w Polsce, gdzie jest 5. bankiem pod kątem liczby klientów.
Prawdziwy adres e-mail nie oznacza prawdziwej wiadomości
Szczególnie niepokojące jest to, że żądania pochodziły z prawdziwego konta e-mail należącego do instytucji rządowej, przez co znacznie trudniej było rozpoznać je jako próbę oszustwa. Tymczasem dla wielu z nas właśnie sprawdzenie domeny, z której pochodzi wiadomość, jest jednym z podstawowych kryteriów oceny, czy e-mail jest wiarygodny - mówi Kamil Sadkowski, analityk cyberbezpieczeństwa ESET.
Z punktu widzenia firm, ten przypadek pokazuje, że cyberprzestępcy nie muszą atakować ich bezpośrednio. Czasem łatwiejszą drogą jest przejęcie konta organizacji, której firma ufa – partnera, dostawcy czy instytucji publicznej – i wykorzystanie tego zaufania do uzyskania danych lub skłonienia pracownika do określonego działania.
To oznacza, że nawet wiadomość przychodząca z prawidłowej domeny i od znanego nadawcy nie powinna automatycznie omijać procedur bezpieczeństwa, szczególnie gdy dotyczy przekazania wrażliwych informacji.
Dla zwykłych użytkowników lekcja jest podobna: prawdziwy adres e-mail nie zawsze oznacza prawdziwą wiadomość. Warto patrzeć nie tylko na domenę nadawcy, ale również na treść i kontekst wiadomości. Szczególną ostrożność powinny wzbudzać prośby o dane osobowe, dokumenty, hasła, kody czy wykonanie nietypowej operacji.
Jeśli mamy wątpliwości, najlepiej zweryfikować prośbę innym kanałem, korzystając z danych kontaktowych znalezionych samodzielnie na oficjalnej stronie danej instytucji.
Wyciekły dane z Wayback Machine
oprac. : Aleksandra Baranowska-Skimina / eGospodarka.pl
Przeczytaj także
Skomentuj artykuł Opcja dostępna dla zalogowanych użytkowników - ZALOGUJ SIĘ / ZAREJESTRUJ SIĘ
Komentarze (0)
Najnowsze w dziale Wiadomości
-
ROI z agentów AI. Co decyduje o zwrocie z inwestycji?
-
Spożycie alkoholu w Polsce spada: na jedną osobę pijącą więcej przypada aż 13, które piją mniej
-
Wyciek danych medycznych otwiera drzwi cyberprzestępcom. To może być dopiero początek kolejnych oszustw
-
Cyberatak na supermarkety. Hakerzy podgrzali chłodnie do 50°C





Reklama zewnętrzna czarnym koniem rynku w 2023 roku