eGospodarka.pl

eGospodarka.plWiadomościGospodarkaRaporty i prognozy › Upadłości firm 2018

Upadłości firm 2018

2019-01-18 11:30

Upadłości firm 2018

Upadłości firm 2018 © Галина Лямпорт - Fotolia.com

PRZEJDŹ DO GALERII ZDJĘĆ (5)

Są już znane najświeższe dane dotyczące upadłości polskich przedsiębiorstw, do których doszło na przestrzeni całego minionego roku. Z informacji, które udostępnił właśnie Euler Hermes wynika, że sytuacja nie prezentowała się najlepiej - z bankructwem musiało zmierzyć się aż 988 firm. To o 88 przypadków więcej niż rok wcześniej, co oznacza, że dynamika upadłości rdr sięga 10%. Największą dynamikę upadłości odnotowano w transporcie.

Kluczowe wnioski:

  • Liczba niewypłacalności nie tylko rośnie już trzeci rok z rzędu, ale również bije rekordy. Okazuje się, że sytuacji nie jest w stanie poprawić nawet wzrost PKB.
  • Bieżące kwestie koniunkturalne wywierają pewien wpływ na sytuację, ale nie są decydujące, czego potwierdzeniem jest wysokie tempo rozwoju gospodarczego, a więc i wzrost obrotów polskich firm.
  • Dla obrazu rynku decydujące nie były również zmiany w prawie - wyodrębnienie postępowania naprawczego - i inne, bieżące czynniki rynkowe.
  • Decydujący jest natomiast typowy dla naszej gospodarki model działalności firm (swoje korzenie mający jeszcze w latach 90.), które nadal walczą głównie o obrót i wzrost rynku, a nie przywiązują dostatecznej wagi do rentowności biznesu. Efektem tego jest niska wartość dodana, bazowanie na nieaktualnych już niskich kosztach pracy i usług.
  • Większość, nawet 80% przypadków, gdy firma chyli się ku niewypłacalności z perspektywy czasu dało się przewidzieć, chociaż ustalenie dokładnego momentu nie jest proste. Ryzyko biznesowe w Polsce jest więc duże – z rynku znikają firmy o wieloletnim stażu, zazwyczaj wcale niemałej skali działalności i dotychczas dobrej historii płatniczej, co może zaskakiwać wielu dostawców.

fot. mat. prasowe

Liczba opublikowanych orzeczeń o niewypłacalnych firmach

Liczba upadłości rośnie już od kilku lat.


Dlaczego trzeci rok z rzędu rośnie liczba niewypłacalności, gdy jednocześnie wzrost PKB osiągał w tym samym okresie tak duże tempo? Można nawet rzec – rekordowe, tak jak tempo narastania i sama liczba niewypłacalności.


- Dopiero niedawno, po blisko 30 latach od przełomu Polska zaliczona została przez jedną z globalnych agencji indeksowych FTSE Russell do grona gospodarek dojrzałych, ale wciąż wiele polskich firm działa jak na rozwijającym się rynku - ocenia Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes odpowiadający za ocenę ryzyka. - W oparciu o kurs obrany wiele lat temu walczą o udziały w rynku nieprzerwanie rosnącym. Tymczasem realia są już niejednokrotnie inne: rynek nawet jeśli rośnie, to zazwyczaj już nie w tempie dwucyfrowym, a atuty w postaci niskich kosztów pracy czy cen usług towarzyszących również są nieaktualne. Wiele firm przespało moment zmiany, nie dokonały wewnętrznej transformacji, optymalizacji modelu biznesowego do nowych warunków w bardziej sprzyjających okolicznościach. Tymczasem ich skala działalności (i w ślad za tym – zobowiązań), wykraczająca zazwyczaj od dawna poza przysłowiowy „garaż” lub warsztat sprawia, że obecnie nagłe zmiany są trudne – jeśli nie niemożliwe.

Gwałtownie rosnące koszty pracy uzasadniają większą automatyzację, jeśli nie robotyzację procesów, ale inwestycje te są trudne w sytuacji załamującej się rentowności. Nowa fala inwestycji budowlanych nie przynosi spodziewanych efektów nie tylko z powodu wzrostu kosztów pracy czy materiałów, jej skala po prostu przerosła finansowo możliwości wielu wykonawców, którzy nie zgromadzili środków własnych na skalę przystająca do skali inwestycji. Polski rynek jest wymagający – wzrost gospodarczy pociąga za sobą wzrost obrotów, przy jednocześnie utrzymującym się wysokim poziomie ryzyka w wymianie handlowej, za czym stoją problemy niekoniecznie tylko startupów, ale równie często zdecydowanie bardziej okrzepłych na rynku podmiotów, większych i z dobrą tradycją.

fot. mat. prasowe

Wzrost PKB a liczba niewypłacalności

Wygląda na to, że firmy nie korzystają na wzroście PKB.


- Czy trend wzrostu liczby firm mających problemy i popadających w niewypłacalność zmieni się w najbliższym czasie? Nie, gdyż czynniki zewnętrzne są coraz mniej sprzyjające niezbędnym zmianom – nie sprzyja im zarówno koniunktura międzynarodowa, jak i lokalnie oddziałująca w postaci kosztów pracy czy obciążeń fiskalnych. Spadek tempa wzrostu liczby niewypłacalności wiąże się ze statystycznym efektem rosnącej bazy odniesienia, a nie poprawy i końca tego zjawiska – dodaje Tomasz Starus.

Kwestie koniunkturalne nie są decydujące – koniunktura się zmienia, a niewypłacalności wciąż rosną


Najprościej byłoby wytłumaczyć wzrost niewypłacalności firm w Polsce bieżącymi kwestiami koniunkturalnymi: spowolnieniem eksportu (jako wyniku wojny handlowej, zbliżającego się Brexitu, etc), wzrostem obciążeń skarbowych (zacieśnianie podatkowe, split payment, aktualnie nowe regulacje leasingowe a wcześniej m.in. odwrócony VAT), wzrostem cen nośników energii, kosztów pracy, etc. Ale to odnieść można co najwyżej do ostatniego roku, a nie całego trzyletniego cyklu. Ponadto – nie podważając każdego z tych argumentów z osobna (a można by – np. spowolnienie w strefie euro, w gospodarce niemieckiej, a w ślad za tym spadek zamówień eksportowych to kwestia co najwyżej drugiego półrocza ubiegłego roku, zbierająca dodatkowo swoje żniwo z pewnym opóźnieniem, nie zaś wyprzedzeniem – czym więc tłumaczyć problemy firm przemysłowych i wzrost liczby ich niewypłacalności w I półroczu?), warto zauważyć, że w tym samym czasie występowały inne czynniki sprzyjające wzrostowi gospodarczemu: wzrost inwestycji, wzrost płac i skali zatrudnienia – a więc dalszy wzrost popytu konsumpcyjnego, zwiększenie się obrotów przedsiębiorstw i wpływów podatkowych państwa. Nie mniej liczne, gdyż jak bez nich tłumaczyć można wzrost gospodarczy o takiej skali i przez taki okres, co wyklucza jego sezonowość.

fot. mat. prasowe

Zmiana liczby niewypłacalnych firm w poszczególnych sektorach

Największa dynamika upadłości widoczna była w transporcie.


Ponadto – pozostając wciąż przy pierwszej z wymienionych kwestii eksportu: w latach ubiegłych koniunktura eksportowa była bardziej sprzyjająca, rosły zamówienia i w ślad za tym sprzedaż za granicę polskich firm, skutkujące nawet nadwyżką handlową, a mimo to w tym okresie liczba niewypłacalności także rosła, w tym w przetwórstwie przemysłowym.

Nawet rosnące obciążenia fiskalne są wciąż i tak realnie niższe niż na wielu innych rynkach unijnych, a firmy tam operujące potrafią skutecznie działać i wypracowywać w takich warunkach zysk, o czym świadczy brak analogicznie wysokiej skali wzrostu niewypłacalności.
- Oczywiście kondycja finansowa firm produkcyjnych, eksporterów jest skorelowana z popytem na ich produkty, koniunkturą także zagraniczną, a w ślad za tym – związek ten dotyczy również niewypłacalności – mówi Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes. Patrząc w szerszej perspektywie: bieżące czynniki koniunkturalne mają oczywiście wpływ na kondycję firm i w ślad za tym – liczbę niewypłacalności, ale w Polsce skala tego zjawiska świadczy o głębszej, strukturalnej przyczynie kształtującej wspomnianą liczbę niewypłacalności firm. Tylko w ten sposób wytłumaczyć można współwystępowanie tych dwóch faktów – nieprzerwanego, wieloletniego wzrostu liczby niewypłacalności w okresie trwania dynamicznego wzrostu gospodarczego. W tej sytuacji wspomniane bieżące czynniki koniunkturalne są raczej inicjującym katalizatorem, niż czynnikiem decydującym o kłopotach i niewypłacalności tak wielu polskich firm.

Zmiany w prawie upadłościowym odzwierciedlały potrzeby rynku, nie kreowały nowej rzeczywistości


Czy można powiązać tak dużą liczbę niewypłacalności ułatwieniami w postępowaniu naprawczym, jakie wprowadziło nowe prawo restrukturyzacyjne? Zapewne usystematyzowanie i w ślad za tym uproszczenie procedur restrukturyzacyjnych wpłynęło na zwiększenie ich liczby, ale raczej odpowiadało potrzebom rynku, niż wykreowało nowe trendy.

Pomimo występowania nagannego zjawiska nadużywania procesu naprawczego, zastępującego niekiedy możliwą jeszcze wewnętrzną reorganizację firmy postępowaniem restrukturyzacyjnym, odbywającym się na koszt wierzycieli, to takie przypadki są raczej wyjątkiem, a nie regułą. Nawet jeśli się zdarzają, to trzeba zwrócić uwagę, że prawie każde postępowanie naprawcze (nie mówiąc o upadłościowym) pociąga za sobą lawinę kolejnych takich przypadków, kulę śnieżną problemów ich wierzycieli. Rynek naprawdę potrzebował więc uporządkowania i uproszczenia postępowań naprawczych – a świadczy o tym właśnie ten efekt domina, ujawniający słabość finansową tak wielu polskich firm. Wciąż wniosków o rozmaite formy niewypłacalności wpływa kilkakrotnie (nawet 5-6 krotnie) więcej niż liczba orzeczeń, z którymi mamy do czynienia w oficjalnych publikacjach. W większości przypadków nie są one bezzasadne, a oddalane są głównie z powodu braku majątku dłużnika na pokrycie kosztów postępowania.

fot. mat. prasowe

Zmiana liczby niewypłacalności r/r w poszczególnych województwach

W województwie łódzkim upadło tyle firm, co w zeszłym roku.


Firmy trwają, a nie rozwijają się – ich problemy nie są trudne do przewidzenia


Bieżąca działalność odracza w czasie konfrontację z problemami, przede wszystkim z konstatacją, iż w kasie firmy jest pusto. I stąd walka o bieżące zamówienia i dopływ środków z tym związany, nawet jeśli nie generuje to zysków i nie zwiększa kapitału firmy, a raczej go uszczupla. Analiza opublikowanych w 2018 roku niewypłacalności skłania do refleksji, że w większości przypadków, może nawet w skali 80% z perspektywy czasu dało się przewidzieć taki właśnie finał (chociaż nie zawsze dokładny moment) działalności tych przedsiębiorstw. W ich przypadku uprawnione jest stwierdzenie występowania „odroczonej w czasie niewypłacalności”, o czym świadczyły wyniki osiągane w ostatnich latach. Spadały wszystkie wskaźniki charakteryzujące ich sytuację finansową, może poza obrotami – tu akurat nie było to powszechne, firmy te gremialnie nie traciły rynku, a często wręcz odwrotnie – zwiększały skalę działalności (zwłaszcza firmy budowlane).

Tomasz Starus podsumowuje:
Polskie firmy operują generalnie na niskich w porównaniu do swoich zagranicznych konkurentów marżach. Są więc niejako wciąż na etapie zdobywania rynku, walki ceną o miejsce na nim, odkładając wciąż na później zmianę modelu działalności. Ograniczeniu kosztów i zwiększeniu zysków nie sprzyja niska często wartość dodana, jaką wypracowują rodzime firmy. Nakłady na badania i rozwój są w Polsce zazwyczaj domeną dużych, z reguły międzynarodowych przedsiębiorstw. Inna droga jej zwiększenia – budowa wartości marki wymagała świadomych, długoletnich starań, które podjęło z sukcesem nieliczne grono polskich firm. Wyłamujących się z frontu walki niska ceną, świadomie stawiających na jakość, serwis itp. atuty kosztem bieżących obrotów.

oprac. : eGospodarka.pl

Oceń

1 1

Podziel się

Poleć na Wykopie Poleć w Google+

Poleć artykuł znajomemu Wydrukuj

Skomentuj artykuł Opcja dostępna dla zalogowanych użytkowników - ZALOGUJ SIĘ / ZAREJESTRUJ SIĘ

Komentarze (0)

DODAJ SWÓJ KOMENTARZ

Eksperci egospodarka.pl

1 1 1

Wpisz nazwę miasta, dla którego chcesz znaleźć jednostkę ZUS.

Wzory dokumentów

Bezpłatne wzory dokumentów i formularzy.
Wyszukaj i pobierz za darmo: